Giełda komputerowa w „Kolejarzu”, czyli pociąg do mikrokomputerów w Gdyni.

Home/gielda, Mikrokomputery, Wspomnienia, wyróznione/Giełda komputerowa w „Kolejarzu”, czyli pociąg do mikrokomputerów w Gdyni.

Giełda komputerowa w „Kolejarzu”, czyli pociąg do mikrokomputerów w Gdyni.

Końcówka lat 80, Gdynia. W charakterystycznym, zaokrąglonym budynku, mieszczącym się naprzeciwko dworca głównego PKP, na ulicy Jana z Kolna, ma swoją siedzibę Klub Kolejarza. Nigdy nie zastanawiałem się co kolejarze robią w swoim klubie. Piją kolejki? Bawią się w pociąg? Czy może grają w marynarza? Nie wiem. I chyba nie chcę wiedzieć… Natomiast będę wspominał to miejsce do końca życia. Dlaczego? Ponieważ co Niedzielę odbywała się tam giełda komputerowa.
Pierwszy raz trafiłem w to cudowne miejsce w wieku 12 lat. Początkowo w obstawie ojca – bo „Gdynia, jak to portowe miasto jest niebezpieczna i pełna rzezimieszków”.

killers

Po trzecim razie Tata, kompletnie nie zainteresowany na owe czasy tematem mikrokomputerów, na szczęście odpuścił i zezwolił na samotne przyjazdy.
Kojarzycie ten klimat, zgiełk dziesiątek rozmawiających we wnętrzu ludzi, przeplatany chiptunami i samplami. Zapach smażących się ruskich czternastek. Pokrzykiwania znad monitorów. Śmiech. Ja wiem jedno: tak będzie wyglądać (i pachnieć) w moim niebie…
No więc płacisz za bilet i wchodzisz. Na brzegach dużej sali ustawione są ławki, na których stoją mikrokomputery oraz monitory. Sprzedawcy siedzą za stołami, frontem do klienta. Każdy z nich jest swoistym mistrzem marketingu: Nad stanowiskami wiszą własnoręcznie rysowane reklamy i szyldy ich prywatnych software-housów. Na stołach rozłożone  bajecznie kolorowe katalogi ze zdjęciami gier, wycinanymi z zachodniej prasy branżowej – wykonane z pieczołowitością godną ludowej koronkarki.

IMG_7959 IMG_7960 IMG_7961

Jako że sala była z przeznaczenia koncertowa (i odbywały się w niej imprezy również muzyczne, np. ta z 1987 roku pod tytułem: „I Zlot cynicznej młodzieży Ery Atomowej NOWA SCENA“ z Tlove, Kobranocką, Dezerterem i Różami Europy w roli głównej) , znajdowała się na niej również, o dziwo, scena. I na tym to podwyższeniu, niczym pomnik Cezara (lub Lenina) na postumencie, stał Neptun 505, jeden z nielicznych kolorowych wyświetlaczy na giełdzie. Do niego podłączona była jedyna Amiga 500 w Kolejarzu. I to dla dziesiątków młodych istnień przebywających na giełdzie było centrum wszechświata. A dla mnie, osobiście ww Amiga (podłączona również do kolejarskiej aparatury koncertowej) była  portalem do innego wymiaru. Mega Demo Red Sectora zerwało mi gacie przez głowę. Skrobanie kartofli w Bobo było piękniejsze od twarzy mojej (pięknej) matki, a jatka w North’n’South na długo wyznaczyła pojęcie multiplayera.
Właścicielem Amigi był Maras. Na ówczas był dla mnie protoplastą dzisiejszego celebryty, zarówno stylem „yupi“ bycia, jak i wymuskano- latynoskiego wyglądu. Pamiętam że jako właściciel Spectruma + patrzyłem na niego z uwielbieniem. Byli i tacy którzy go jednak nie lubili – znany jest wszem i wobec „Anti Maras Song” , Amigowy modulik Kadiego. Nie znam genezy jego powstania, ale po tekście mniemam że Maras nie był typem filantropa.
Ok, zejdźmy na ziemię: tak jak już napisałem za stolikami siedział kwiat młodzieży polskiej, rozpoczynający swą przygodę z wolnym rynkiem. Zaczynając od lewej strony Panowie Bazooka i Sean Adams, zjednoczeni pod szumną nazwą Computer Studio Vitawa, ze względu na miejsce zamieszkania tego drugiego. Sebastian Connery nagrywał gry na miejscu, a Bazook sprzedawał zestawy, kopiowane w domu, na czarnym jamniku-Panasoniku. I żebyśmy się zrozumieli: chodziły w większości bez lipy. Choć jak wiadomo nie powinny…

IMG_7957

Dalej siedzieli Marek z Rafim, handlujący również softem na ZXa. W późniejszym czasie mieli swój własny kiosk z softwarem (pirackim, rzecz jasna) na Starowiejskiej  w Gdyni.
Chłopaki mieli look docentów z czasów PRL: Marek brodę a la Biliński, a Rafii czarny wąsik. Taka moda, Panie!
Dalej, o ile mnie pamięć nie myli było stanowisko z małym Commodorkiem, a więc Oxygena, człowieka z lekka podobnego do Bikera z Muppetów. Przemianowanego przez naszą lożę szyderców na Laxygena.
Następnie swoje miejsca mieli chłopaki z klanu A8bit, Marcin, Młody (z którym w późniejszych latach jeździliśmy na Grzybowską). Po prawej stronie było miejsce Zygots Brothers, czyli Toma i Grzecha, chłopaków od Stka. Osobną grupę wystawców stanowili marynarze, którzy mieli naprawdę istotny wkład w informatyzację kraju – na swoich łajbach nawozili góry krzemowej kontrabandy! Pamiętam zapach dobrego tytoniu który palili w swoich fajkach… Pomiędzy nimi byli oczywiście inni, których niestety nie potrafię sobie przypomnieć. Ale, jak sobie przypomnę, to obiecuję że wy edytuje ten artykuł i dopiszę 😉
A więc odziany w chłopięce kozaczki, dekatyzowane „Malwiny“, turecki sweterek i czapkę spod której z tyłu wystawała lekka firana, jak zahipnotyzowany snułem się po giełdzie. Ze względu na posiadany sprzęt Sir Clive-a moimi pierwszymi dostawcami softu, z zarazem znajomymi stali się Bazooka i Sean Adams. Co tydzień kupowałem minimum jeden zestaw od Bazuka. Miały niebieskie okładki z tabelką i ręcznie wykaligrafowanymi tytułami gier. Tytuły wybierało się spośród spisu. Poza zestawem, nagrywałem też parę wybranych tytułów od Seana – sami wiecie jak to było z zestawami, dwa hity, a reszta dopchana klonami Jumping Jacka.

IMG_7956

Mijały tygodnie, kozaczki zmieniały się na tenisówki lub Sofixy w zależności od pory roku, sterta bazuczych zestawów rosła na mojej szafce. A ja powoli stawałem się na „Kolejarzu“ homeboyem. Coraz częściej siadałem po drugiej stronie stołu, zastępując kiedy któryś z nich wychodził. Lub po prostu, żeby pooglądać nowości. Czułem się cholernie wyróżniony i znobilitowany… Kiedy kupiłem od Bazooka Last Ninja 2 i przechodziłem tę genialną grę, przez ponad dwa tygodnie dzwoniłem do Niego po paręnaście razy dziennie z pytaniem co teraz mam robić. Na każde mojej pytanie udzielał prawidłowej odpowiedzi w ciągu 3 sekund. „Rzuć gwiazdką i zatrzymaj wentylator“. I to nazywał się support!
Czas leciał. Jednym z wielkich skoków jakie pamiętam było pojawienie się AY-greka, czyli interfejsu AY-3-8910 do Specciego, umożliwiającego odtwarzanie muzyki ze Spectrum 128. Jakaż to była jakość! Cybernoid II, Overlander, OutRun – te utwory powodowały opad szczęki. To wtedy zacząłem poznawać znaczenie słowa „demo“ – owszem, widziałem dema na Amidze Marasa, ale te raczej traktowałem jako obrazy w Luwrze, niż coś realnego. Scrolle z greetingsami i shitami. Pamiętam sytuację kiedy Sean pojechał na Grzybowską i miał zatarg z Kicią (handlarzem z giełdy) w każdej swej następnej produkcji wbijał mu szpilkę, za pomocą tekstu w „scrollu”. Taki retro diss. Nawet powstać miało (miauoo!!) mega demo, w którym garfield kopuluje ze stacją dysków, ale Sebastian niestety nie pociągnął tematu technicznie. No i jeszcze jedna postać dostająca bardzo częste shity w scrollach spectrumowych produkcji scenowych. Kto? No jak to, Bill Gilbert 😉

cbbg

Nową jakością była również stacja FDD3000 firmy Timex, w której jako medium stosowane były koszmarnie drogie dyskietki 3“. Ale natychmiastowy dostęp do 170 Kb softu po wpisaniu Cat * był niesamowity. Osobiście miałem pecha do interfejsów łączących Speccego ze stacją – 3 razy padał mi EPROM.
Sama giełda również ewoluowała – pojawiało się coraz więcej Amig, między innymi braci „Toporków“ z Witomina. A także pierwsze piece (PC).
Natomiast wciąż brak było, poza jedną bodajże maszyną na sprzedaż, Amstrada. Nie wiem dlaczego taka sytuacja miała miejsce – przecież te doskonałe komputery, pod postacią bliźniaczego Schneidera, pochodziły zza naszej zachodniej granicy. Wielka szkoda, możliwości produktów Alana Sugara możecie zobaczyć np. w doskonałym demku „Batman“, mogącym śmiało uchodzić za produkcję na któregoś z 16 bitowców. No cóż…

Sinclair_sale_to_Amstrad_1986_Sinclair_Sugar_handshake

Moje zainteresowanie zwracało się powoli ku Atari ST.
Może trochę za sprawą Z- Brothers, u których coraz częściej przesiadywałem. To fakt, klasyczny ST był słabszy od Amigi – nie miał blittera, 4 kanałowego dźwięku. Natomiast do dzisiaj uwielbiam tę maszynę: jej design, TOS, dźwięk Yamahy. I użytki, bezsprzecznie druzgocące wszystko co powstało na Amigę: Calamusa oraz Cubase.

calamus_109nfin

Braci było dwóch: Tom – znacznie starszy, szczupły intelektualista, o pociągłej twarzy. Jego ulubiony żart był …ciężki. I tak to pozostawmy 😉 Oraz Grzechu, młodszy z braci – wysoki, z wiecznie czerwonymi, jak jarzębina licami ;). Byli w posiadaniu pomarańczowego Fiata 125P (rodziców), którym to dowozili sprzęt na giełdę. A w późniejszym czasie powyższym wehikułem (zderzaki z wąsami i prędkościomierz „termometr“) jeździliśmy również do Żaka.

k,MTA5OTgyNDIsNDYzMjcxMTY=,f,kant

Tom był jednym z najbardziej aktywnych biznesowo uczestników giełdy – z Grzybowskiej sprowadzał (pociągiem „Kaszub“) dyskietki i w późniejszym czasie, Joysticki QuickJoya.
Swojego czasu nawet dla niego pracowałem, ale to opiszę Wam w następnej opowieści „Z Mchu i paproci“…
„Wystawców“ było może 50, natomiast odwiedzających setki, jeśli nie tysiące. Pośród nich na przykład młody XTD, świetny Amigowy muzyk. Zwany przez Toma, nie wiedzieć czemu (XTD nie pamięta) Gajowym. Moja fascynacja Telewizyjnym Technikum Rolniczym zaowocowała zresztą zleceniem Extendowi napisanie modułu, opartego na czołówce tego programu, a więc utworu „Hit the road Jack“. Za zlecenie zapłaciłem z góry cztery batony Snickers. Moduł natomiast odebrałem po 20 latach. Bez procentów. Pamiętam też „Dziadka“ – już wtedy około 60 letniego posiadacza ST oraz żółtego malucha, silnie uzależnionego od Cadavera.
Oraz wielu innych, niesamowitych ludzi.
Giełdy już nie ma, skończyła się razem z początkiem obowiązywania ustawy o ochronie praw autorskich. Nie ma już również klubu „Kolejarz“ będącego gospodarzem giełdy… A los jak zwykle zachichotał, umiejscawiając w sali gdzie odbywały się giełdy sale posiedzeń wydziału gospodarczego sądu w Gdyni. Gdyby oni tylko wiedzieli 😉

1253478-Tak-od-kilku-tygodni-wyglada-glowne-wejscie-do-wydzialu-gospodarczego__c_5_5_955_616

[Transmisja z przeszłości]:
– Przez pryzmat materiałów reklamowych sprzedawców z giełdy, spójrzmy na to jak niedostatki oraz braki mogą pobudzić do kreatywności, a także chęć rozwoju. Może więc warto jest nie nasycać się ponad stan, by pozostawać wciąż głodnym życia?

By | 2016-10-22T20:44:34+00:00 Październik 6th, 2015|gielda, Mikrokomputery, Wspomnienia, wyróznione|12 komentarzy

About the Author:

bachoo
Sebastian "Bachoo" Stecewicz - pomysłodawca i założyciel projektu "Save the Floppy". Kolekcjoner sprzętu komputerowego retro. Jego pierwszy komputer to ZX Spectrum +, zakupiony w latach 80. Mieszkaniec Sopotu, zakochany w swoim mieście. Bywalec giełd komputerowych. Sponsor eventów retro.

12 komentarzy

  1. Artur 07.10.2015 at 11:46

    Sprzedawaliśmy gry i programy na Atari 1040 ST na giełdzie z bratem. Kupowaliśmy je od Bratersów… za co nas trochę nie lubili ale byliśmy przez pewien czas 2 zespołem który sprzedawał na ATari 1040 ST.

  2. t,27. 07.10.2015 at 14:12

    Gdynia 🙂 o, w końcu jakieś ‚znajome rejony’…
    a pamiętasz w którym roku zwinęła się opisywana giełda?

    Mnie, z racji wówczas młodego wieku, a przede wszystkiem faktu, że 800XL trafił w moje ręce dopiero ~92roku, właściwie ominął klimat ‚giełd komputerowych’.
    Co prawda byłem raz, na jednej takiej ‚giełdzie’ (podejrzewam jednej z ostatnich jakie się odbyły) w XIII LO na Płk.Dąbka. Byłem tam możliwie szybko po nabyciu atari (i chyba oblookaniu wszystkich gierek z 3ch kaset turbo jakie dostałem razem z komputrem); nie pamiętam też od kogo się o takiej giełdzie dowiedziałem.
    A był to czas, kiedy A8 aż do bólu ustępowało miejsca innym sprzętom; na całej tej ‚giełdzie’ był tylko jeden gostek z kilkoma kasetami do atari; możliwe, że wyzbywał się własnej kolekcji. ;-] ale pamiętam dwa oryginały, notabene moje pierwsze, które kupiłem – Hansa Klossa i Gold Hunter. Tego Klossa mam z resztą do dziś, nie sprawdzałem czy nadal się wczytuje (bo 15min.czekania, licznik taśmy dobijał do 212).
    Informacje o innych miejscach giełdopodobnych niestety mnie ominęły.
    Życie nie lubi próżni – przy utrudnionym zakupie softu na mieście człowiek przeszedł na zamawianie wysyłkowe oryginałów; głównie z Mirage, raz czy dwa z ASF (mam na myśli miejsca, a nie produkty; Mirage miał w dystrybucji chyba wszystko co wychodziło wówczas na A8).
    Z wymianą wśród kolegów też był kłopot. Dwóch miało C64, jeden ZXa, inny A500… a w ogóle na szturmem wszedł pegasus. Miałem jednego znajomego starszego o lat kilka który okazał się mieć chyba 65XE (co prawda z blizzardem); noo to wtedy już nie ‚znajomi’ a ‚koledzy’ można było powiedzieć.

    Gdyńska hala targowa, rzut beretem (zez włóczki i z antenką) od budynku sądu przy którym miał miejsce opisywany Klub Kolejarza.
    Pierwsza połowa lat 90tych. Tam, na rozkładanych stołach przy południowej ścianie hali http://www.haletargowegdynia.pl/mapa.html , na prawo od wejścia głównego na halę łukową (‚plac targowy’), a po ogólnym remoncie hali – na ‚ławach przemysłowych’ (mniej więcej ława nr 2), swoje stoisko z grami ma pan Jan.
    Pan Janek jest osobą w średnio-starszym wieku, raczej szczupłej budowy ciała. Krótkie siwe włosy przykrywa skórzana czapka typu ‚żółw’ http://i52.tinypic.com/s65gmq.jpg . Wg ustaleń Pan Janek przyjeżdża do Gdyni z Sopotu. Na gdyńskiej hali bywa zazwyczaj dwa razy w tygodniu po 2-3 popołudniowe godziny, być może i w niektóre soboty. Sprawia wrażenie sympatycznego, wykazuje też sporą cierpliwość, kiedy długo przeglądam wystawione dziesiątki kaset, albo w te i wewte wertuję katalog z grami (turbo i normal, charakterystyczne graficznie zestawy sygnowane The Marauder, o których brak informacji w necie).
    Raz tylko mnie popędza w moim niezdecydowaniu, ale to było jakoś na początku ‚znajomości’; potem już chyba wie, że jak już przychodzę, to prędko nie odejdę; z drugiej strony nigdy nie odchodzę od stoiska z pustymi rękami ;)…
    W pewnym okresie Pan Janek zaczyna miewać jakieś problemy zdrowotne. Czasem o tym informuje, uprzedza że na zastępstwo na halę przyjedzie syn. Ten jednak pokazuje się nie zawsze i niekoniecznie w ustalonych godzinach…
    Jest rok 9x(?). Pan Janek co raz rzadziej pojawia się na gdyńskiej hali. Kiedy nie pojawia się dłuższy czas, od handlujących obok osób ustalam, że stoisko zwolnił/odsprzedał. Słuch po człowieku zaginął :-|.
    Ktokolwiek widział ktokolwiek wie. O kim piszę, kim była ta osoba, która przez wiele lat ku uciesze młodszych i nieco starszych, stanowiła sprawdzone i stałe źródło oprogramowania 8- ale i raczej też 16-bitowców. Czy ‚biznes’ komuś przekazał, czy pozostał w rodzinie. Jaki los spotkał niezliczone kasety, dyskietki, joysticki, katalogi; odsprzedane, oddane, czy może leżą na strychu albo w piwnicy.
    (???)

    t,27.

  3. Seb 09.10.2015 at 08:50

    Pamiętam czasy giełdy, sam wystawiałem tam się ze sprzętem A500, ale wcześniej zaopatrywałem się w gry jeszcze na Atari65XE. Pamiętam te czasy, wspaniały klimat. Pamiętam mod AntyAtari, jak Amigowcy to puszczali. Pamiętam jak w kuplami Sosy, Rafał wystawialiśmy kolumny i puszczaliśmy moduły. Było to raczej jako zabawa niż jakiś zarobek. Później na zmianę były dom stoczniowca. Ale dom kolejarza miał lepszy klimat. Pozdrawiam Wszystkich 8 i 16 bitowców.

    • bachoo
      bachoo 09.10.2015 at 09:42

      Dokładnie, była i Fegata, potocznie (i pogardliwie) zwana „Freżitą” ;). Odbywała się w „Domu Stoczniowca”, budynku gdzie w tej chwili jest bodajże Prokom.

  4. Witek 09.10.2015 at 09:30

    Dzięki za wpis 🙂 A dosłownie 2 dni temu przejeżdżałem koło tego budynku i wspominałem Dom Kolejarza i giełdę komputerową 🙂 O ile dobrze pamiętam, to chłopaki od Amigi mieli wzmacniacz i podłączali się do kolumn zainstalowanych na stałe na sali. Te dema – to był czad 😉 Ja miałem wtedy Atari 65XE i magnetofon z turbo 2000.
    A Hooziego z Sopotu pamięta ktoś?

    • bachoo
      bachoo 09.10.2015 at 09:47

      Chłopaki od Amigi podłączali się, według mnie, do nagłośnienia „Kolejarza”. Może i faktycznie mieli swojego wzmaka? Dzięki! Czad i magia, Panie! 🙂 Ponieważ pochodzę z Sopotu doskonale kojarzę „Hoozego” 🙂 Mało tego, piszę właśnie artykuł o tym miejscu i każe wspomnienia są na wagę złota! Napisz proszę parę słów w tym temacie na maila lets[a]savethefloppy.com – im więcej informacji tym lepiej!

  5. Maciej 12.10.2015 at 23:29

    Bylem tam, sprzedawalem z kumplem gry na C64. Dostalismy stolik zaraz na wejsciu, bylo z tego calkiem sporo kasy. Starczylo na oplacenie goscia ktory pozyczal nam maly, czarno bialy telewizorek. Kupno nowych, czystych kaset, zakup nowych gier na sprzedaz. Ehh… az sie lezka w oku kreci..
    Na Amige gry sprzedawal Damrat, potocznie nazywany „Dziadkiem”. Na pierwszej naszej gieldzie (ktora jeszcze byla na duzej sali) stojac z Commodorkiem 64 sprzedalismy tylko jedna kasete na Atari 🙂 Troche sie zrazilismy, ale pozniej postanowilismy sprobowac jeszcze raz i sie udalo. Gosc ktory zbieral pieniadze kasowal nas mnie, w zamian nagrywalismy mu gry dla chyba corki.
    Do glosu sluzyl nam Kasprzak, na ktorym to kiedys poscilismy hicior z cartridga BLACK BOX v8 – „Plynie wisla plynie…”

  6. mac312 17.10.2015 at 00:52

    Myślę że do dzisiaj jest to majstersztyk ten hicior z cartridga BLACK BOX v8 – „Plynie wisla plynie…”. W prawdzie obecnie synteza mowy jest już na wysokim poziomie, ale nikt dotąd nie opracował śpiewu z jej udziałem. A ten z c64 jeszcze miał i podkład muzyczny, jak na 3 dźwiękowy + sample komputer 8 bitowy, robi to po dziś wrażenie. Hm. W prawdzie nie uczestniczyłem w giełdach ale słyszałem i czytałem o nich z zapartym tchem, to jakby miejsca z których wszystko wzięło swój początek (nie licząc samych sprzętów, które gdzieś ktoś kiedyś wyprodukował). Zawsze pasjonowałem się tą zimną wojną toczącą się między producentami demosceny różnych ówczesnych platform. Hit na Amigę o Atarowcach, zabójczo śmieszny o ile kogoś nie razi bo kocha Atari. Zawsze zastanawiałem się czym się naraził tak bardzo Bill Gilbert, że padło tak wiele krytyki w scrollach pod jego adresem. To również zwalało z nóg o ile nie było się w skórze owego Billa.

  7. Michal 17.07.2016 at 15:20

    Z giełdy w kolejarzy pamiętam faceta z wąsem w okularach z grubymi szkłami o rogowych oprawkach. Handlował softem na małe Atari. Imienia nie pamiętam, wraz z kuzynem mówiliśmy na niego mrówkojad. Ciągle palił papierosy, podobnie jak inny amigowy handlarz – turecki sweterek, długie przerzedzone blond włosy i wyraźne braki w uzębieniu 🙂

  8. gep 16.09.2016 at 18:46

    hehe te dwa typy kolejno „Czarny” (ze Śliwkowej – Gdynia Chylonia=Meksyk) i „Siwy” (te same rejony ale po drugiej stronie dworca- ksiązke by można o nich napisac 🙂

  9. Maciek 20.11.2016 at 00:51

    A ktoś pamięta w Sopocie pana HOOZY-yego 🙂 ? W bocznej bramie po lewej stronie poniżej tunelu w dół monciaka ? Pan w okularach się bardzo jąkał i to był jego znak rozpoznawczy , pozdrawiam go bo tam pierwsze zaopatrzenie zdobyłem na Atari 65XE. Pan miał małą salkę idąc w to podwórko i wchodząc po stromych schodkach w górę , z daleka już było słychać dźwięki SID-a i POKEY-a i zapach z rozgrzanych zasilaczy , brak tlenu i półmrok, za złotówki można było też pograć w gierki. Dopiero później poznałem giełdę.

Leave A Comment