Księgarnia 24h

Księgarnia 24h

Jeden z naszych popularnych komentatorów społeczno-polityczno-komiksowych popełnił któregoś dnia dzieło opowiadające obrazem o całodobowych księgarniach. Jakże trafne w swej smutnej wymowie. Ludzie pod sklepem czytający książki. Natychmiast, bo słowa opowieści płynące z kart domagają się błyskawicznej konsumpcji. Oczywiście, oczy wyobraźni przekształcają nam ten obrazek w obdrapany, pachnący używanym piwem i wygenerowanymi tuż obok fraktalami zakątek pobliskiego sklepu osiedlowego. Z alkoholem 24h.

Aby naród zgłupiał, wystarczy skłonić go do tego, by mniej czytał. Obłożyć książki podatkami, zamienić przyjemność czytania na inne mydlane, lekko wchłanialne opery (niemające z operą wiele wspólnego poza nazewnictwem) i wykazać, że rozrywka w wersji „instant” jest fajniejsza niż ta, którą trzeba porcjować i poświęcać jej dużo czasu. Czytanie dla samej przyjemności podążania za wyobraźnią pisarza to dziś niewątpliwie luksus, na który niewielu z nas może sobie pozwolić, w krótkich przerwach pomiędzy pracą, spłacaniem kredytu, wychowaniem dzieci, ukradkowym codziennym niedosypianiem. Życie niezauważalnie wykradło nam wolny czas. Pewnie, są jeszcze wolne soboty i niedziele, ale chętniej spędzamy je przed ekranem TV, grając na konsoli, czy uprawiając inne, fizyczne aktywności. Na czytanie po prostu czasu brak. No chyba, że w korkach, tramwaju, pociągu, czy autobusie, podczas drogi do i z pracy. Ale, ale… czy nie częściej sięgamy po ekran smartfona lub tabletu? Czytniki e-booków? Zdarzają się, ale to rzadkość, ostatecznie poza wolnelektury.pl i fantastykapolska.pl polskojęzyczne książki elektroniczne cierpią na przerost VAT-u. Znów powrócę do porównania z pierwszego akapitu: skoro byle jaka książka kosztuje więcej niż przyzwoita wódka, to jaki będzie wybór klienta?
Po wielu, wielu latach spędzonych z nosem w książkach odkryłem niezwykła prawidłowość. Zawsze w pamięci przechowywałem obraz PRL-u w odcieniach szarości, okresu siermiężnego, byle jakiego i obłożonego klątwą cenzury myśli i słów. Pewnie pod wpływem codziennej szarości i pobudzającego wyobraźnię wydarzenia, jakim był 8-dniowy wypad w kosmos pierwszego Polaka w księgarniach zacząłem poszukiwać małych, czarnych książeczek wydawanych przez Krajową Agencję Wydawniczą w serii „Fantazja-Przygoda-Rozrywka”. Dużo tego było – pewnie około 40-50 tomików opowieści, które skrupulatnie układałem na półce i w głowie. Raz zaszczepiona fascynacja nie odpuszczała: do serii KAW-u dołączyły zbiory serii SF Wydawnictwa Poznańskiego, zeszyty Fantastyczno-naukowe Iskier i seria Fantastyka-Przygoda, seria z Kosmonautą, książki wydawane przez CIA Books, Alfę, późniejsze książki wydawnictwa Amber i innych przedsiębiorców, którzy po latach cenzurowania treści odkryli, że czytanie jest w modzie. Wiele z tych książek sprzedałem, wiele chętnie dokupiłbym od antykwariatów i przeczytał jeszcze raz. A ceny starych wydań są zachęcające: 3-5 zł, choć papier dawno już pożółkł i pachnie nie farbą, a raczej wonią stęchlizny. I tylko treść się nie zmieniła.
Przyczyna tak niskich cen książek z lat 70., 80. jest łatwa do wyśledzenia. Wystarczy spojrzeć na nakłady. Serie SF wydawane były w Polsce w 100 i 150 tysiącach egzemplarzy. Dla porównania późniejsze nakłady słów wydawanych drukiem sukcesywnie spadały: w latach 90. średni nakład książek to 17 tysięcy egzemplarzy, w 2000 roku to już niecałe 5000 egzemplarzy. Od momentu wprowadzenia VAT-u na książki, ich średnie nakłady oscylują w granicach 3000 egzemplarzy.
W połowie lat 90., kiedy kapitalizm pożerał komunistyczne myślenie rysunek z 24-godzinnymi księgarniami był rzeczywisty. Każdy dworzec główny i centralny miał nawet kilka takich księgarń. I studentów, dorabiających do przeżycia w roli księgarzy, ludzi którzy przychodzili na nocne zmiany do pracy i mogli godzinami dyskutować o książkach. Nocna wyprawa do takiej świątyni książki, osadzonej na opustoszałym dworcu była jak przygoda. Kiedyś chciało się tak czytać, dziś już tylko tych otwartych całą dobę księgarń żal. Zastąpiły je multimedialne salony prasowe, pełne kolorowych gazet. Błyskawicznych w treści i odbiorze.
Ponarzekałem, idę poczytać.
PS. Nie żartowałem, chętnie przygarnę zbędne kolekcje literatury SF, Fantasy i Horrorów. Dysponuję listą własnego księgozbioru (ale nie jest on na sprzedaż).

By | 2016-10-22T20:44:22+00:00 Październik 12th, 2015|Lifestyle, literatura, wyróznione|0 Comments

About the Author:

Bartek Voyager Dramczyk
Dziennikarz i redaktor od 1992 roku. Swoje pierwsze kroki postawił w Commodore & Amiga, pisząc o... Commodore'ach i Amigach. Pisał dla: Bajtka, Top Secret (nie mylić z marką odzieży), Amiga Computer Studio, Magazynu Amiga, Magazynu Internet, //WWW, Cybera i reaktywowanego Secret Service. Pracował również w Komputer Świecie, Ekspercie i CHIP-ie. Przez kilka lat prowadził Retrobloga w serwisie CHIP.PL. Obecnie zajmuje się składaniem płyty dla CHIP-a i pisze dla Pixela. Hobbystycznie zajmuje się tworzeniem muzyki na różnorodnym sprzęcie; komputerach od A(migi) do ZX Spectrum) oraz instrumentach MIDI, nałogowym czytaniem fantastyki z analogowych książek i opiekuje dwójką czworonogów. Jest współautorem płyty "Władca pierścieni" zespołu "Michel Delving", które nie da się już znaleźć w Internecie (płyta została wydana przez Digiton na kasetach), a także autorem muzyki do gier "Krętacz" (Amiga) i "Krunel" (ZX Spectrum) oraz twórcą muzyki do dem "Takeover" grupy Lamers (Atari STE), "Reliable Fraud" grupy Zoo (ZX Spectrum) oraz "We Can Code Again" grupy Whelpz (Amiga AGA). Współorganizował demo-parties: Intel Outside 4, Xenium, Symphony oraz Riverwash. Próbuje napisać własną powieść, zdobyć C-65 i zamówić części do poskładania MB-6582.

Leave A Comment