„Wojna o pokój” odcinek siódmy

Home/kryminalne, literatura, wyróznione/„Wojna o pokój” odcinek siódmy

„Wojna o pokój” odcinek siódmy

Zapraszamy do zapoznania się z siódmym odcinkiem powieści Leszka Uschlera pod tytułem „Wojna o Pokój”.
W dzisiejszym odcinku poznamy historię pewnego listu.

O tej porze roku przed ósmą wieczorem było jeszcze całkiem jasno. Lekki wiatr, który jak długo oczekiwany gość, pojawił się w końcu w rozgrzanym już do granic możliwości mieście, schładzał rozpalone od dzisiejszych emocji czoło detektywa.

Idąc  ulicami miasta w kierunku parku, w którym umówił się z żoną radzieckiego ambasadora, cały czas jeszcze miał przed oczyma ciało swojego martwego przyjaciela.

Od jego wyjścia z płonącego mieszkania minęło już co prawda kilka godzin, ale cały czas odczuwał podświadomie na swojej skórze płomienie ognia, trawiącego ciało Cezarego Okuńskiego.

Wchodząc do Parku Lenina zlokalizowanego w ścisłym centrum, spojrzał odruchowo na zdjęty z nadgarstka martwego przyjaciela zegarek.

– Za dziesięć ósma, jeszcze chwilę – powiedział cicho do siebie mijając mocno przytulającą się parę młodych ludzi.

– Szczęścia życzę – mrugnął w kierunku chłopaka, który właśnie wypuścił z mocnego uścisku swoją młodą partnerkę.

– Dzięki. I pieniędzy. Szczęśliwi już jesteśmy – odpowiedział radośnie chłopak, objął stojącą obok niego szczupłą blondynkę i ruszył z nią w przeciwnym kierunku.

– I pieniędzy … – powiedział już bardziej do siebie niż do oddalających się młodych ludzi detektyw, zapalając wyciągniętego z kieszeni marynarki papierosa.

– Szczęścia i pieniędzy – pomyślał – No tak. Czego niby chcieć więcej. Idealna perspektywa.

Skierował się w stronę pomnika, zlokalizowanego we wschodniej części terenów parkowych. Nie wybrał jednak, tak jak większość przechadzających się po parku osób, szerokiej i równej ścieżki wysypanej jasnoszarym żwirem, lecz schowaną za szpalerem drzew wąską wydeptaną pośród intensywnie zielonej trawy ścieżkę.

Kiedy wszedł już w cień rozpościerający się za linią drzew, rzucił na ziemię niedopałek trzymanego między palcami papierosa i przydusił go prawym butem, kręcąc stopą w obu kierunkach i skutecznie gasząc tlący się jeszcze niemrawo na jego końcówce żar.

Do pomnika, przy którym jak miał nadzieję czekała na niego już Maria Korolowa, pozostało mu jeszcze około pięćdziesięciu metrów.

Kiedy wyszedł zza drzew, jego oczom ukazały się plecy stojącego z podniesioną w geście pozdrowienia ręką, pierwszego przywódcy Rosji Radzieckiej.

Pomnik był potężnych rozmiarów, wysoki mniej więcej na siedem, może nawet osiem metrów. W pustej przestrzeni, otaczającej go ze wszystkich stron, sprawiał wrażenie jeszcze potężniejszego, niż w rzeczywistości był.

Podchodząc od tyłu zastygłej w bezruchu postaci  rosyjskiego polityka, detektyw z nieskrywanym zadowoleniem zauważył, że przelatujące nad pomnikiem gołębie, za nic sobie mają powagę i rangę postaci, jaką z pewnością miał ten, którego pomnik przedstawiał.

Zatrzymał się na chwilę i odruchowo rozejrzał się wokół. Kiedy nie zobaczył niczego podejrzanego minął pomnik z jego prawej strony i ponownie wyszedł na oświetloną opadającym coraz niżej na horyzoncie słońcem.

Twarzą zwróconą do tabliczki informacyjnej umieszczonej przed pomnikiem stała oczekująca już na niego, jak zwykle ubrana niezwykle elegancko, kobieta.

Kiedy spostrzegła nadchodzącego mężczyznę, gwałtownie odwróciła wzrok w jego kierunku i uśmiechnęła się delikatnie kącikiem pomalowanych na intensywnie czerwony kolor ust.

– Dobry wieczór – odezwała się nie czekając na przywitanie ze strony mężczyzny.

– Dobry wieczór. Pięknie pani wygląda – pochwycił szybko wyciągniętą w jego kierunku dłoń i pocałował schylając się szarmancko do poziomu wyciągniętej w jego kierunku ręki.

– Dziękuję – odpowiedziała i powoli uwolniła z uchwytu mężczyzny dłoń.

– Dziękuję, że pani przyszła. W restauracji nie było odpowiednich warunków do rozmowy. Mam nadzieję, że zastosowała się Pani do mojej prośby i jest pani tu sama? – zapytał wskazując wyciągniętą ręką kierunek i dając jasno do zrozumienia, że rozmowa będzie prowadzona podczas przechadzki po parku.

Kiwnęła delikatnie głową i wolnym krokiem ruszyła we wskazanym przez detektywa kierunku.

– Oczywiście domyśla się pani, że tylko z uwagi na podsłuch w restauracji powiedziałem szanownej pani, iż nie podejmę się powierzonego mi zadania? – zapytał spoglądając na idącą obok kobietę.

– Oczywiście – odpowiedziała – W przeciwnym wypadku, wcale bym się już z panem nie spotkała. Jaki miałoby to sens?

Pokiwał głową ze zrozumieniem.

– Chciałbym żeby opowiedziała mi pani o swoim mężu – powiedział, nie odwracając tym razem w jej kierunku wzroku.

– Co chciałby pan wiedzieć? Opowiadać mogę wiele. Jest o czym – odparła poprawiając sobie kasztanowe, lśniące w blasku powoli zachodzącego słońca włosy – Ale rozumiem, że szuka pan wskazówek?

– Zgadza się, szukam – odpowiedział – Muszę mieć jakiś punkt zaczepienia. Coś, co pozwoli mi trafić na jego ślad. Szukam czegoś, co pomoże mi ukierunkować poszukiwania pani męża.

– Może to panu pomoże? – zapytała otwierając niewielką brązową torebkę i wyciągając w kierunku mężczyzny wyjętą z niej białą kopertę, opatrzoną staromodną, złamaną lakową pieczęcią w krwisto czerwonym kolorze.

– Co to jest? – zapytał, wyciągając dłoń.

– Proszę przeczytać – odpowiedziała, zatrzymując się i odwracając się twarzą w kierunku detektywa – Ten list dostałam od jednej ze sprzątaczek, która znalazła go pod komodą w jednej z sal ambasady.

Marian Rusowicz przyjrzał się uważnie wzorowi na pieczęci, po czym ponownie podniósł wzrok na swoją rozmówczynię.

– Nie widział pan nigdy czegoś takiego, prawda? – zapytała, widząc niedowierzanie w oczach detektywa.

– Zgadza się. Nigdy czegoś podobnego nie widziałem – odpowiedział, jeszcze raz opuszczając wzrok na trzymaną w obu dłoniach kopertę.

Przełamana na pół, sporych rozmiarów i idealnie okrągła pieczęć przedstawiała grzyb atomowy, dokładnie taki jaki powstaje po wybuchu bomby. Po jego obu stronach w tło wkomponowane były twarze ludzi. Po lewej stronie piękna twarz młodej kobiety z długimi prostymi włosami, a po prawej smukła twarz krótko ostrzyżonego młodego mężczyzny.

– Nigdy nie widziałem takiej pieczęci. Nigdy nie spotkałem się też z takim obrazem. Wygląda dosyć niepokojąco – powiedział przygryzając nerwowo wargę i odginając brzeg koperty i wyciągając z niej niewielkich rozmiarów, wykonaną z czerpanego papieru, kartkę zapisaną wyraźnym i eleganckim pismem.

Rozłożył ją i zaczął czytać. Kobieta nie odzywając się ani słowem, nie przestawała obserwować trzymającego w rękach list mężczyzny.

Kiedy skończył, złożył kartkę i włożył ją ponownie do koperty.

– Proszę go zatrzymać – powiedziała kręcąc głową, kiedy detektyw wyciągnął trzymany w dłoni list w jej kierunku – Mnie się on do niczego nie przyda, a panu mam nadzieję tak. No chyba, że jednak naprawdę chce się pan wycofać – zapytała, a w kąciku jej równo pomalowanych ust pojawiło się coś na kształt nieśmiałego uśmiechu.

– Po tym co przeczytałem, chyba powinienem – odpowiedział chowając zamkniętą kopertę do kieszeni – Przepraszam, pani pozwoli – dodał wyciągając z kieszeni paczkę papierosów.

– Pozwalam – odpowiedziała odwracając się twarzą w kierunku wyjścia z parku.

Zapalił papierosa, zaciągnął się głęboko i schował pogniecioną i prawie już pustą paczkę do drugiej kieszeni.

– Na odwrocie koperty podałam panu miejsce i termin następnego spotkania – powiedziała nie odwracając się już w kierunku stojącego i patrzącego na nią mężczyzny – Mam nadzieję, że będzie miał pan dla mnie jakieś dobre wiadomości.

– Zauważyłem – odpowiedział.

Kobieta odwróciła na chwilę głowę w kierunku detektywa i tym razem  uśmiechnęła się szeroko i szczerze.

– Dziękuję – powiedziała i nie spiesząc się wolnym krokiem skierowała się w stronę wyjścia z parku.

Kiedy detektyw dogaszał tlący się jeszcze na jasnoszarym żwirze niedopałek papierosa, poza zasięgiem jego wzroku, w rosnących po prawej stronie alejki parkowej zaroślach coś się poruszyło. Muskularnie zbudowany mężczyzna, o krótko ostrzyżonych jasnych włosach wypuścił z dłoni przytrzymywane dotąd intensywnie obrośnięte zielonymi liśćmi gałęzie.

Nie podnosząc się ponad poziom zarośli wyjął z kieszeni czarnej kurtki krótkofalówkę i odblokował mikrofon.

– Dostał od niej jakiś list – powiedział cicho w kierunku trzymanego w dłoni urządzenia.

– Wiesz co masz robić – odpowiedział, lekko zachrypnięty głos – Bez odbioru.

Mężczyzna schował krótkofalówkę do kieszeni kurtki i ponownie wyjrzał zza skrywających go zarośli.

Detektyw skierował się już w stronę wyjścia z parku i zdążył oddalić się już na kilkadziesiąt metrów od obserwującego go z ukrycia mężczyzny.

– Idę po ciebie – powiedział cicho do siebie opuszczając ukrycie.

 

 

 

By | 2016-10-22T20:42:46+00:00 Lipiec 4th, 2016|kryminalne, literatura, wyróznione|0 Comments

About the Author:

Leszek Uschler
Leszek Uschler - rocznik 1973. Miłośnik kryminałów, a również początkujący Twórca literatury spod znaku szkła powiększającego. Pasjonat sprzętu spod znaku Commodore. Prywatnie ojciec małego Franka, starający się zaszczepić synowi miłość do mikrokomputerów. Niebieska karta w drodze...

Leave A Comment